Koszyk

„Good job”, czyli w sumie co?

“Good job everyone! Thank you!” – padło pewnie we wszystkich amerykańskich filmach sensacyjnych (ok, nie sprawdziłam tego, ale przyznacie, że to zdanie pojawia się zbyt często). Zazwyczaj wypowiada je szef agencji bezpieczeństwa, ewentualnie stacji kosmicznej albo prezydent gratulując przy tym zespołowi bohaterów i bohaterek, którzy właśnie uratowali świat przed kolejną zagładą. I tutaj nie ma się do czego przyczepić, bo wyjątkowo trudnym byłoby pochwalenie (takie od serca), za konkretną rzecz każdej z zaangażowanych osób. Tak to wygląda w skali makro. A jeżeli przełożymy chwalenie na skalę mikro? Na relacje ze współpracownikami, z dziećmi, rodzeństwem, na rozmowę z jedną konkretną osobą? Czy w takich sytuacjach umiesz pochwalić tak porządnie, czy ograniczasz się do “dobrej roboty”?

Chwalić?

Tak, chwalić, tylko mądrze. Wyrosłyśmy i wyrośliśmy (generalizując) w społeczeństwie, które ciągle ocenia jakie coś jest. I nie ma tu znaczenia, czy ocena jest pozytywna czy negatywna – to nadal jest ocena. Takie wychowanie skutkuje tym, że gdy coś zrobimy/ubierzemy/ugotujemy czekamy najbardziej na to, co powiedzą inni. Stawiamy na aprobatę (mniej na dezaprobatę) z zewnątrz. W związku z tym większość nas ma zaburzoną ocenę własnej wartości, bo uzależniamy ją od tego, co myślą i mówią o nas inni. A “innych jest dużo i każdy mówi co innego”, jak głosi Marta Frej na jednej ze swoich prac. Na tym niestabilnym gruncie nie zbudujemy naszej wartości. Nie da się.

Jak chwalić, by wzmacniać

Nie zrozumcie mnie źle, fajnie, że chcemy i próbujemy jakoś pochwalić. To już duży plus. Jednak samotne “brawo” daje tylko taki sygnał, że dana rzecz z perspektywy osoby mówiącej, jest godna podziwu. Nic więcej. Nie wiemy, co konkretnie wpłynęło na jej ocenę. A gdyby komplementować bardziej osobiście, precyzyjniej? Gdyby poświęcić chwilę na to, by skupić się i przekazać, co tak naprawdę nam się w danej rzeczy/sytuacji spodobało, poszukać choćby drobiazgu? A! No właśnie co nam się podobało, to bardzo ważne: jeśli chcemy chwalić tak, by wzmacniać, nie mówimy jakie coś jest, tylko co nam się podobało. Wyrażamy swoją opinię, dając sygnał: hej, ja myślę tak, to moja opinia. Jakie Ty masz zdanie na ten temat? I tym samym dajemy szansę i przestrzeń na to, by ta druga osoba zastanowiła się, co ona myśli, i że może (!) myśleć inaczej. Nie objawiamy jedynej słusznej prawdy, bo czegoś takiego zwyczajnie nie ma. Widzisz tę różnicę?

A w praktyce?

  • To świetne danie!      Bardzo mi smakuje.
  • Doskonały raport.     Podoba mi się szczególnie kolorystyka, treść raportu jest dla mnie zrozumiała i przejrzysta.
  • Jesteś najlepszy!       Sam zawiązałeś sznurowadła, widziałam!

To że coś jest świetne, doskonałe, najlepsze może znaczyć dla każdego z nas zupełnie co innego. Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia bez przemocy, uważa nawet, że takie komunikaty utrudniają nam kontakt z życiem, bo niewiele mówią o tym, co dzieje się w wygłaszającym je człowieku, tylko stawiają go w roli sędziego.

Ale czy to nie przesada?

Nie. Posłużę się niedawno odkrytym cytatem z “Psychologii poczucia własnej wartości”, Nathaniela Branden’a:

Nie ma bardziej wartościowej, ważniejszej dla człowieka oceny, nie ma czynnika bardziej decydującego w rozwoju psychicznym i motywacyjnym niż ocena samego siebie.[..] Istota tej samooceny ma głęboki wpływ na proces myślenia człowieka, jego emocje, pragnienia, wartości, cele. Jest to najważniejszy czynnik kształtujący zachowanie.

Jeżeli przestaniemy oceniać jakie coś jest a zaczniemy mówić co o tym myślimy, to może pogłębić rozmowy, otworzyć nas na inne perspektywy, zrewolucjonizować i wzmocnić nasze relacje z ludźmi. Skoro samoocena jest najważniejszym czynnikiem kształtującym nasze zachowanie, to nie pozostaje nam nic innego, jak o nią świadomie dbać.

—-

PS. Tego świadomego chwalenia ciągle się uczę, schematy zachowań mamy jednak mocno zakorzenione i nie zawsze udaje mi się to zrobić jak należy. Mam taki sposób, że gdy już chlapnę i coś ocenię, to szybko szukam czegoś, co mnie najbardziej ujęło w danej rzeczy albo mówię co widzę. Nie jest idealnie, trzeba próbować.

Author Katarzyna Cieliczko-Słupianek

Filolożka, właścicielka niewielkiej agencji marketingowej, gdzie rozwija się projektując komunikację dla firm. Ukończyła szkolenie z wiedzy i umiejętności stosowanych w psychologicznej koncepcji zwanej „Porozumienie bez Przemocy”. Stale rozwija się w obszarze komunikacji empatycznej, którą propaguje poprzez swój najnowszy projekt „Chcę być kawą”.

More posts by Katarzyna Cieliczko-Słupianek
Dowiedz się pierwszy/a o premierze! Też nie możesz doczekać się zestawu kart dla rodziców? Zostaw nam swój e-mail, a poinformujemy Cię, jak tylko produkt pojawi się w naszym sklepie :)