Koszyk

Początki nie zawsze są zauważalne. Postanowienia (też te noworoczne) są jednak obietnicą początków wyraźnych i widocznych w skutkach – takich, na które mamy wpływ. Dobrze, jeśli wprowadzana przez te postanowienia dyscyplina służy po prostu nadaniu kierunku naszym działaniom, orientowaniu się w rzeczywistości i doświadczaniu sprawczości. Gorzej, gdy polega na usztywnianiu, narzucaniu presji, ukręcaniu bicza do ciągłego wymagania od siebie czy tworzenia listy przewinień – dowodów braku własnej skuteczności.

Rzecz będzie więc o tym, jak z dyscypliną nie przesadzać i nauczyć się rozpoznawać, kiedy zamienia się w gorset wymagań – tym razem po cichu zapoczątkowując problem. 

Jeśli przestanę od siebie wymagać, to stracę motywację

„Myśl jest wewnątrz nas, ale i my jesteśmy wewnątrz myśli” – pisał kiedyś rosyjsko-estoński humanista, Jurij Łotman. Otóż to! Myśl, którą żyjemy jak zaczarowani, brzmi: „Jeśli przestanę od siebie wymagać, to zgubię motywację, rozleniwię się i będę tylko marnować czas”.

Ta myśl łączy pokolenia – słyszałam ją nieraz, od różnych osób, z ust kobiet i mężczyzn. Żyjąc w kapitalizmie pozyskaliśmy przekonanie, że nasza wartość płynie z ciągłych efektów zdyscyplinowanego działania, a dobre życie to życie produktywne, zajęte (ewentualnie w wersji bardziej konsumpcyjnej – intensywne w doznania). Planuj i realizuj, nie rozpraszaj się, nie przestawaj, optymalizuj, sięgaj, doświadczaj, osiągaj. Zadania i wyzwania niecierpliwie na Ciebie czekają. Tymczasem cały fun z robienia tego, na czym nam zależało, pryska. Trwamy w takim pędzie i presji aż do momentu, gdy wypalenie, depresja lub fizycznie niedomagające ciało wyciągną wtyczkę z prądu.

A gdyby tak nie czekać, aż wywali korki? 

1. Zaklęcie o konieczności ciągłego wymagania od siebie działa, bo jest oparte na założeniu, że przeciwieństwem dyscyplinowania się jest rozleniwienie. Takie kompletne odpuszczenie, nicnierobienie, wiecie, rozumiane jako marnotrawstwo życia, którego doświadczać przecież nie chcemy.

Tymczasem tak nie jest. Nic nam nie grozi, jeśli przestaniemy od siebie wymagać. Przeciwieństwem wymagania od siebie jest bowiem łagodność, która pozwala na wsłuchanie się w siebie i o siebie zadbanie.

Pomyślmy: skoro jest okres, w którym wymagam od siebie – okres, w którym daje z siebie, bo podporządkowuje się planom, celom, przeznaczam czas na obowiązki, wydatkuję energię, to odwrotnością jest czas, kiedy uzupełniam stany magazynowe daję sobie, a więc: dbam o regenerację ciała, umysłu i ducha, o odpoczynek, przyjemność.

Jeśli przestanę od siebie wymagać, to nie przestanę chcieć i działać. Przestanę z siebie (wy)dawać i zrobię miejsce potrzebne do tego, by opiekować się sobą. Tylko tyle i aż tyle.

2. Pułapką wymagania od siebie jest też fakt, że to często postawa czarno-biała. Zakłada, że jak już z siebie daję, to albo 100% albo nic. Możliwe są tylko takie dwie opcje, nie ma pośrednich. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona.

  • Gdyby więc poeksperymentować i wymagać od siebie na 95%, zamiast na 100%?
    Na przykład: skończyć przygotowanie prezentacji 10 minut szybciej niż zazwyczaj i uznać ją za gotową w takim stanie, w jakim będzie?
  • A gdyby wybrać, kiedy i co robię na 100%, kiedy i co na 60%, a kiedy i co odpuszczam?
    Na przykład: w tym tygodniu uczynić priorytetem ważny projekt w pracy, ale w przyszłym tygodniu pierwszeństwo nadać popołudniowym przyjemnościom, a w pracy być mniej zaangażowanym?
  • Jak Ty możesz wpuścić trochę powietrza pomiędzy stos przygniatających oczekiwań?

3. Stosunkowo łatwo nam określić, co jest dla nas ważne i chcemy się w to zaangażować, a co jest mniej ważne i jesteśmy gotowi z tego zrezygnować. Umiejętnością trudniejszą, jaką potrzebujemy ćwiczyć, jest decydowanie, co odpuścimy z Rzeczy Ważnych (więcej o tym przeczytacie w książce Olivera Burkemana „Cztery tysiące tygodni”). Taki trening wymaga godzenia się z utratą, przyjęcia rozczarowania, wytrzymywania presji spraw niezałatwionych, akceptacji ograniczeń rzeczywistości i ograniczeń własnych możliwości. To będzie nieprzyjemne. I to będzie uwalniające.

Żeby rozluźnić gorset, potrzebujemy przyjąć podejście, w którym jest mniej natarczywości wobec świata – chęci, żeby działał po naszej myśli, a więcej rezonowania z nim – godzenia się z jego prawami, rytmem, wpływem. Nasze wymagania i postanowienia (noworoczne lub nie) stają się wtedy raczej wspierającymi wytycznymi niż kodeksem, za którego nie przestrzeganie grozi kara. W miejsce wyraźnych początków i końców pojawiają się skale, odcienie szarości, wieloznaczności. Sztywne albo-albo zamienia się w elastycznie i-i. Możemy pozostać sprawczy, jednocześnie wycofując się z działań. Możemy wymagać od siebie i o siebie dbać, a bycie zdyscyplinowanym nie wyklucza bycia wobec siebie łagodnym.

Author Daria Jezierska-Geburczyk

psycholożka, kulturoznawczyni, założycielka Myślnika. Prowadzi indywidualne sesje psychologiczne, procesy rozwojowe w oparciu o narzędzia coachingowe, terapeutyczne oraz wiedzę naukową. Interesuje ją przenikanie narracji kulturowych i osobistych. Przygląda się szczególnie pracy - jej kulturowym uwarunkowaniom i indywidualnym sposobom przeżywania.

More posts by Daria Jezierska-Geburczyk
Dowiedz się pierwszy/a o premierze! Też nie możesz doczekać się zestawu kart dla rodziców? Zostaw nam swój e-mail, a poinformujemy Cię, jak tylko produkt pojawi się w naszym sklepie :)