Koszyk

„Się”. Niewinny zaimek zwrotny. Pozwala nam formułować wiele wypowiedzi, wyrażać rozmaite myśli, stany rzeczy, stwierdzać. Po prostu komunikować.

„Niewinny”? „Po prostu”?

Nie istnieją przedmioty całkowicie niewinne  ̶ stwierdził dekady temu francuski intelektualista, semiolog Roland Barthes. Co miał na myśli? Zastanówmy się: czy to, co zakładamy na siebie przed wyjściem do pracy, ma znaczenie? Oczywiście, wszyscy pewnie się zgodzimy, że bez ubrania wyjść nie wypada, a ponadto odzież chroni nas przed zimnem, deszczem, upałem itd. Jednak czy tylko? Jeśli by tak było, panna  młoda mogłaby nosić podczas ślubnej ceremonii czarną sukienkę albo jeansy i t-shirt. Rzecz jasna, powie ktoś, dlaczego nie. Może nosić na co ma ochotę, skoro to jej uroczystość. Zgoda, ale jej wybór będzie wówczas mocnym komunikatem. Nie będzie niewinny. Będzie informował o, na przykład, niezależności, buntowniczej naturze, oryginalności, ekstrawagancji. Może też nie zostać zaakceptowany przez otoczenie. Strój zatem nie pełni wyłącznie funkcji, powiedzmy, użytkowych, a zawsze – czy tego chcemy, czy nie, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, czy robimy to celowo, czy przypadkiem – coś komunikuje.

Podobnie, oczywiście, bo nie o modzie tylko jest tu mowa, inne nasze codzienne, błahe, na pierwszy rzut oka, wybory – kulinarne, podróżnicze, rodzinne, zakupowe, rozrywkowe itd. Wszystko niesie za sobą dodatkowe znaczenie – oprócz tego dosłownego, pierwszego, często celowego, jest zawsze jakieś kolejne, nie rzadko silnie kulturowo osadzone. Przecież to oczywiste. Tak się robi. Tak się ubiera na ślub, to się je w przerwie między zajęciami, tak się chodzi do teatru, tego się teraz słucha, to się teraz pije w modnych kawiarniach. Tak się mówi. „Się” – niewinne, krótkie słowo.

Barthes’a fascynowały mity składające się na naszą codzienność. Mit, mówiąc najprościej, działa na zasadzie maskowania historyczności czy umowności pewnych rzeczy, każąc nam widzieć w nich odwieczność, naturalność. „Nie zastanawiaj się” – zdaje się mówić mit. Tak już jest, zawsze tak było. Mit naturalizuje – to, co wykreowane i kulturowo zależne, każe widzieć jako naturalne. Uniewinnia je. Nie ma tu mowy o ocenianiu czy wartościowaniu – nie jest naszą winą uniewinnianie komunikacji – tego, co i jak komunikujemy. Mit jest uproszczeniem, które ułatwia codzienne życie, bez dwóch zdań. Jest swoistym „gotowcem”. Chodziłoby mi jednak o podjęcie czasem wysiłku uwrażliwienia, refleksji, zwrócenia uwagi na komunikację samą w sobie. By nauczyć się czytać rzeczywistość, która tylko na pierwszy rzut oka jest oczywista i naturalna.

Mity w naszej codzienności – przykład

„Bądź lepszą wersją siebie!” – głoszą nagłówki postów celebrytów, reklam różnej maści i jakości trenerów, artykułów popularnych gazet. Bycie fit i nieustanne czynienie w tym zakresie postępów, jest w naszej współczesnej kulturze niezwykle powszechnym mitem. Dlaczego mitem? Otóż samo dbanie o ciało, zdrowe odżywianie i zażywanie ruchu jest prawdą, stwierdzeniem naukowo udowodnionym. „Fit” i „fitness” tymczasem stały się magicznymi pojęciami, za którymi nie kryje się już tylko zdrowy tryb życia, lecz styl życia, a to już zupełnie co innego. Zdrowa dieta i sport to nie mit, powie ktoś i ma rację. Mityczne jest „bycie fit”, które do prostego połączenia: zdrowa dieta i ruch – zdrowie dodało „fit ciało” i, co jeszcze bardziej znaczące, nieustanne „progresowanie”, zmierzanie tylko w jednym kierunku, udoskonalanie się (czytaj: ciała) i praca nad psychiką (co jest w tym kontekście bardzo dyskusyjne). Dodać tu możemy jeszcze większy, ściśle związany z poprzednim, mit: „beach / bikini body”. Mit ten „uaktywnia” się falami niczym wirus, w okolicach nowego roku (magia noworocznych postanowień) i wczesną wiosną (coraz mniej czasu do zaprezentowania się na plaży). Na połączeniu zestawienia: zdrowie jest ważne (znaczone) i zdrowe ciało (znaczące) nadbudowujemy wtórny łańcuch semiotyczny, jak opisywał to wspomniany tu wielki teoretyk, badacz i tropiciel codziennych mitów, Roland Barthes, w postaci mitu bycia fit, posiadania bikini body i – oczywiście – nieustannego „stawania się lepszą wersją siebie”. Mit pasożytuje w tym przypadku na ustaleniach z zakresu medycyny i pożera jej język na rzecz mitycznych haseł. Mityczne „plażowe ciało” jest zazwyczaj nieosiągalne, więc nieustannie trzeba „stawać się lepszą wersją siebie”, bo przecież trzeba dobrze wyglądać na plaży. Dlaczego trzeba? Od kiedy? To, co historyczne i sztuczne jest prezentowane jako naturalne i odwieczne.

Mam wrażenie, że uniewinniliśmy komunikację: tak się mówi i tyle. Nie zwracamy na nią uwagi. Nie ważne, czy mamy na myśli słowa, obrazy, dźwięki czy gesty, komunikacja jako taka jest dla nas wyłącznie narzędziem. I dobrze. Warto jednak przyglądać się możliwie świadomie i wnikliwie tej niewinnej, neutralnej, jak by się zdawało, powierzchni naszej codzienności. Komunikacja nie jest, jakkolwiek byśmy chcieli, przezroczysta. Nie jest oczywista. Jak mówimy, co nosimy, dokąd chodzimy w wolnym czasie, które słowa są modne, które „obciachowe” – to wszystko jest bardzo ważne, a tak często całkiem bagatelizowane. Zwróćmy uwagę na samą komunikację jako autonomiczne zjawisko, a nie tylko środek do celu. Bo „tak się przecież mówi” jest naszym codziennym wielkim mitem.

Author Katarzyna Machtyl

Kulturoznawczyni, socjolożka ze stopniem doktora nauk humanistycznych w zakresie kulturoznawstwa. Pracuje jako adiunkt w Zakładzie Semiotyki Kultury Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Opublikowała książkę "Semiotyki obrazu. Reprezentacje i przedmioty" (2017). Do jej głównych zainteresowań badawczych należą: teoria semiotyki, semiotyka kultury, współczesne dyskursy semiotyczne oraz semiotyczne problematyzowanie relacji natura-kultura.

More posts by Katarzyna Machtyl
Dowiedz się pierwszy/a o premierze! Też nie możesz doczekać się zestawu kart dla rodziców? Zostaw nam swój e-mail, a poinformujemy Cię, jak tylko produkt pojawi się w naszym sklepie :)