Koszyk

Współczesne pułapki wychowania

Współcześnie wiemy coraz więcej o rozwoju dzieci i z coraz większą wrażliwością, uważnością oraz zaangażowaniem podchodzimy do kwestii opieki, wychowania, edukacji. Jesteśmy coraz bardziej świadomymi rodzicami. Wsłuchujemy się w potrzeby dzieci, poszukujemy dobrych metod wspierania ich rozwoju. Wiele niewłaściwych sposobów postępowania z dziećmi – z czasów naszych babć i rodziców – na szczęście przeszło lub przechodzi do lamusa. Ale czy nie wyrastają nowe pułapki wychowania? Tak bardzo zależy nam, żeby dziecko dostało wszystko, co najważniejsze, że paradoksalnie możemy usztywnić się w tym zaspokajaniu potrzeb i gdzieś w tych wszystkich staraniach „zgubić” samo dziecko.

Jednym z takich współczesnych wyzwań i jednocześnie zagrożeń, może być zachowanie równowagi między wspieraniem rozwoju tożsamości indywidulnej i tożsamości społecznej dziecka. Pierwszy obszar dotyczy odkrywania i budowania swojego niepowtarzalnego JA. Określany jest jako indywiduacja, emancypacja, podmiotowość. Drugi,  zwany socjalizacją, obejmuje uczenie się bycia istotą społeczną wśród ludzi, poruszania się w świecie relacji oraz reguł i zasad życia społecznego. Obydwie te nitki – rozwoju indywidualnego i społecznego – dynamicznie splatają się, budując fundament stawania się sobą w społeczeństwie i kulturze. Oznacza to budowanie: (1) poczucia  własnej wartości, (2) gotowości do rozpoznawania i zaspokajania własnych potrzeb, przy jednoczesnym uwzględnianiu podmiotowości i potrzeb innych ludzi, (3) gotowości tworzenia satysfakcjonujących relacji społecznych, (4) rozumienia zasad i norm społecznych. Nie jest to sztywna równowaga (po 50%), ale konfiguracja zmieniająca się dynamicznie, ze względu na aktualne i rozwojowe potrzeby dziecka. W jakimś momencie jest trochę więcej nacisku na indywidualne „JA”, w innym na społeczne „MY”. Nierównowaga oznacza usztywnienie w zaspokajaniu potrzeb związanych tylko z jednym obszarem, co skutkuje nadmiarem jednego (np. indywiduacji) przy niedoborze drugiego (np. socjalizacji). Zachowanie równowagi w tym „splocie”, wcale nie wydaje się być łatwe, bo świat stawia przed nami różne pokusy. Oto dwa przykłady potencjalnych pułapek do rozważenia.

Ilustracja z zestawu kart „My, Rodzice – wyzwanie, rola i przygoda”, autorstwa Natalii Kołacz

          Wychowanie dla innych ludzi, czyli sytuacja nadmiaru socjalizacji w stosunku do indywiduacji. Dziecko jest wychowywane, aby spełniać oczekiwania, nadzieje, aspiracje, pragnienia rodziców, dziadków, szkoły, społeczeństwa. Ma być ładnym, mądrym, grzecznym, zabawnym, po prostu idealnym dzieckiem, którym miło będzie pochwalić się w towarzystwie. Brzmi jak ze starych czasów, kiedy mocno tkwiliśmy w gorsecie oczekiwań społecznych? Kiedy rodzice wybierali współmałżonków, narzucali wartości i rozliczali z konwenansów? Ale czy i dziś nie mamy podobnych tendencji, tylko w bardziej współczesnym przebraniu?

Dziecko powinno znać języki, grać na instrumencie, tańczyć w balecie, dostawać się do dobrych szkół, wygrywać konkursy… Jak teraz zainwestujemy w niego/nią, jak teraz będzie się uczył/a (ćwiczył/a, starał/a się), to kiedyś coś osiągnie w życiu, będzie kimś, będzie mu/jej się lepiej żyło. Teraz się pomęczy, ale jeszcze nam za to podziękuje. Inni znajomi już tyle ze swoimi dziećmi osiągnęli, nie możemy wypaść z wyścigu, być gorsi, nasze dziecko nie może stracić swojej szansy

Optymalny poziom oczekiwań kierowanych pod adresem dziecka jest oczywiście niezbędny dla prawidłowego rozwoju – pozwala mu w bezpieczny sposób poznawać świat, radzić sobie z trudnościami i wyzwaniami (jako dziecko i jako dorosły w przyszłości). Jednak przy nadmiernych oczekiwaniach i naciskach poszukiwanie własnej indywidualności, odkrywanie siebie, zostaje  osłabione lub zablokowane. Dziecko staje się przedmiotem, trybikiem w planach dorosłych, zamiast stopniowo – w blaskach i cieniach – różnorakich swoich małych i dużych wyborów – szukać własnej drogi. Nasze wsparcie w tym procesie jest niezbędne. Wsparcie, nie gorset.      
Ile więc w naszych dobrych intencjach dziecko ma przestrzeni do stawania się sobą, odkrywania i budowania siebie, a ile przymusu doskakiwania do idealnego obrazu, planu, projektu swoich rodziców, otoczenia, kultury?

Ilustracja z zestawu kart „My, Rodzice – wyzwanie, rola i przygoda”, autorstwa Natalii Kołacz

          Wychowanie ponad innymi ludźmi – czyli sytuacja nadmiaru indywiduacji w stosunku do socjalizacji. Dziecko jest wychowywane w nadmiernym skupieniu na sobie samym, bez możliwości odnoszenia własnych doświadczeń do szerszego kontekstu relacji z innymi i funkcjonowania społecznego w różnych kontekstach. Rodzice myślą, mówią, działają, jakby cały świat miał się kręcić tylko wokół dziecka: świata poza tobą nie widzę.

Dziecko jest wtedy mniej człowiekiem, a bardziej księciem z bajki, ósmym cudem świata, staje się centrum działań rodziców, dziadków, krewnych. Co więcej, również szerszy kontekst społeczny – opiekunki i nauczycielki w przedszkolu, szkole – może zostać w tę karuzelę zaprzęgnięty: proszę skupić się (najlepiej tylko!) na moim dziecku, ono jest wyjątkowe, wybitne, mojemu dziecku się należy.

Na pierwszy, a czasami prawie jedyny plan wysuwa się dbałość o JA i budowanie przekonania o własnej wartości oraz o prawie do zaspokajania własnych potrzeb. W zdrowych proporcjach ta tendencja (skupienie na ja, ochrona i wsparcie rodziców) jest niezwykle ważna i potrzebna, gdyż pomaga dziecku uczyć się swojej indywidualności, prawa do podążania za własnymi potrzebami, pragnieniami i dbania o siebie, co buduje poczcie wartości oraz godności. W skrajnej dominacji jednak, gdy uczymy zaspokajania tylko własnych potrzeb, w każdej sytuacji, za wszelką cenę,przez wszystkich, pozbawiamy dziecko naturalnych okazji do uczenia się. Dotyczy to między innymi ograniczonych możliwości konfrontowania własnego punktu widzenia z perspektywą innych osób, niemożności ćwiczenia współpracy oraz znajdowania rozwiązań uwzględniających różne potrzeby i style działania (a w rezultacie budowania bliskich, satysfakcjonujących, partnerskich relacji z innymi.) Inni ludzie oraz reguły życia społecznego, to nie tylko opresyjne figury krępujące naszą wolność. Zmieniając akcent możemy pokazać je dziecku również jako rusztowanie, które pomaga, w wielu sytuacjach – bezpiecznie, ale i z osobistymi korzyściami – rozumieć świat,  poruszać się po nim. Co więcej, pomaga również poznawać siebie samego oraz stawać się zwyczajnie silniejszym i szczęśliwszym człowiekiem dzięki innym ludziom i z innymi ludźmi.

Czy któryś z filarów jest dla Ciebie ważniejszy? Jakie tendencje do równowagi/nierównowagi między wspieraniem rozwoju indywidualnego i społecznego dostrzegasz w swoim otoczeniu?

Artykuł powstał w ramach serii promującej zestaw kart do rozmów i do refleksji „My, Rodzice – wyzwanie, rola i przygoda”. Do znalezienia tu 🙂


Dr Joanna Matejczuk – psycholog, wykładowca na Wydziale Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka i współautorka publikacji naukowych, popularnonaukowych, poradnikowych, ekspertyz z obszaru psychologii rozwoju, wychowania i edukacji. Prowadzi również psychoedukację dla rodziców i nauczycieli (wykłady, warsztaty). A na co dzień mama trójki chłopaków.

Author Joanna Matejczuk

More posts by Joanna Matejczuk
Dowiedz się pierwszy/a o premierze! Też nie możesz doczekać się zestawu kart dla rodziców? Zostaw nam swój e-mail, a poinformujemy Cię, jak tylko produkt pojawi się w naszym sklepie :)