Koszyk

Napisać, że żyjemy w dobie kryzysu to jak nic nie napisać. Kryzys gospodarczy, klimatyczny, naukowy, polityczny – nie raz już widzieliśmy takie nagłówki. Gdzie w takim razie jest w tym wszystkim zaufanie? Skoro świat płonie to czy możemy mu ufać? I czy powinniśmy mu ufać?

Naiwny, czytaj ufny

Jestem wielkim zwolennikiem przyrównywania społeczeństwa XXI wieku do żywego organizmu. Wszyscy jesteśmy częścią gęstej sieci wzajemnych powiązań i interakcji, w złożonym i zaawansowanym technologicznie środowisku. Aby jego członkowie mogli bezkolizyjnie funkcjonować w ramach tych struktur, potrzebny jest wspólny język, którym jest zaufanie.

Z tym zaufaniem to trzeba jednak uważać. Nie możemy być jak ta gęś, która łyka wszystko co się jej przystawi, prawda? Idąc na zakupy, nie wejdziemy tylko do pierwszego sklepu, ale rozejrzymy się pośród konkurencji, zrobimy risercz i wybierzemy najlepszą dla nas opcję. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że sprzedawca chce przede wszystkim zarobić. Podobnie jest przecież w mediach. Nie zatrzymam na jednym magazynie po którejś stronie politycznej, ponieważ każdy ma swoją agendę. Zrobię prasówkę z całego spektrum, aby mieć całościowy zarys sytuacji. No, a politycy? Przecież to jasne jak słońce, że wszyscy oszukują. Tylko dziecko ufa wszystkiemu, co usłyszy!

Skoro zaufanie jest przereklamowane, a wręcz jest oznaką słabości to czy ma ono w ogóle rację bytu? Jakie to niesie ze sobą konsekwencje na gruncie społecznym?

Pochwała podejrzliwości

Od ponad już wieku, żyjemy w świecie spod znaków “DIY” (do it yourself) oraz “Self-made millionaire” (samozwańczy milioner). Podstawowymi wyznacznikami działań człowieka stały się coraz bardziej drapieżna rywalizacja oraz stale zwiększająca się konkurencja. Oba czynniki doprowadziły do napiętej atmosfery, w której cudza strata staje się dla nas zyskiem i na odwrót: sukcesy innych stanowią naszą klęskę[1].

Doświadczana dominacja nieufności jest przez niektórych socjologów bagatelizowana jako stan przejściowy, chwilowy efekt kryzysu społecznego jakim dotknięte są społeczeństwa przełomu tysiącleci[2]. Wydaje się jednak, że obecny „stan wyższej nieufności” to nie tylko objaw pewnych nieprawidłowości społecznych, ale w coraz większym stopniu problem sam w sobie. Podejrzliwość, prowadząca do dystansu, staje się powoli jedną z głównych postaw przyjmowanych przez współczesnego człowieka, która wszelako skazuje go na egzystencję pustą i samotną.

Kwestię społecznego kryzysu zaufania poruszał także Zygmunt Bauman, który powiedział:

“Bez zaufania, solidarności i odpowiedzialności nie można być pewnym siebie. Nie można mieć odwagi. Być człowiekiem. Zaufanie, solidarność i odpowiedzialność, te trzy filary, które są ukrytą podstawą naszego bycia w świecie, one się teraz trzęsą i grożą zawaleniem. A my o nie się nie troszczymy jak trzeba. Nie rozpatrujemy nowych wydarzeń i skrętów z punktu widzenia tego, jaki one mają wpływ właśnie na zaufanie, solidarność i odpowiedzialność[3]”.

Ufam, aby i mi zaufano

Zaufanie jest absolutnie podstawowym narzędziem każdej umowy społecznej. Nieważne czy mowa o mikrospołeczności jednego podwórka pod blokiem, czy wielomilionowej stolicy. Jest to również swoisty miecz obosieczny, który dotyka każdej ze stron: jak zaufać osobie, która nie ufa nikomu? Bez zaufania zamienimy się w archipelag najemników, realizujących własne cele w myśl zasad darwinizmu społecznego. Metoda najsilniejszego bądź najsprytniejszego może i funkcjonuje w biznesie (chociaż i do tego nie jestem przekonany), ale na przestrzeni relacji międzyludzkich doprowadzi do rywalizacji w sytuacji, gdzie powinna być współpraca.

Nie wiem jak Wy, ale osobiście nie chciałbym, aby większość mojego życia polegała na ciągłym współzawodnictwie z całym światem, zastanawianiu się czy na pewno wygrywam, bądź czy na pewno nikomu nie udaje się mnie oszukać, nabrać i wykiwać. I chociaż przychodzi mi to coraz ciężej, ponieważ codzienność dostarcza coraz więcej powodów do wątpliwości, to staram się ufać. Zgodnie z systemem naczyń połączonych, ufam, aby i mi zaufano.

Ufam, że przedsiębiorca chce dostarczać najlepszej jakości produkt bądź usługę, a nie zoptymalizować przychód za wszelką cenę i do krwi, kosztem wszystkiego i wszystkich. Ufam, że reporter którego czytam chce dać głos bohaterom historii, a nie budować swoją karierę. No i wreszcie: ufam, że reprezentant jakiejkolwiek opcji bądź ugrupowania politycznego, CHOCIAŻ CHCE dobrze dla swojej wspólnoty, a nie wyłącznie zbić na niej kapitał. I mówię to z pełną świadomością jak naiwnie musi to brzmieć, szczególnie teraz.


[1] L. Thomas, Trust and Survival: Securing a Vision of the Good Society, Journal of Social Philosophy, Spr-Fall 1989, nr 20, s. 36.

[2] F. Fukuyama, Wielki Wstrząs, Warszawa 2000.

[3] Zygmunt Bauman, rozmowa Tomasza Kwaśniewskiego, Więc będzie wojna?, „Gazeta Wyborcza”, 14–15 kwietnia 2012.

Author Damian Nowicki

Absolwent Filozofii oraz Filmoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, jak również Polskiej Szkoły Reportażu w Warszawie. Z zawodu event manager. Po godzinach pisze, słucha post-rocka i bada czy kino superbohaterskie podzieli los westernów. W życiu szuka złotego środka między klasyką, a popkulturą.

More posts by Damian Nowicki